
Wśród najmocniejszych punktów tegorocznych Nowych Horyzontów znajdziemy – oczywiście – najmocniejsze punkty tegorocznego festiwalu w Cannes. Wśród nich są bez dwóch zdań dwa filmy, które dziś recenzujemy. To „Gradiva” (reż. Marine Atlan) wyróżniony Grand Prix Międzynarodowego Tygodnia Krytyki oraz „Niespodziewane” (reż. Ryûsuke Hamaguchi), wyróżniony za role aktorskie Tao Okamoto i Virginie Efiry. O filmach piszą Maciej Satora i Łukasz Mańkowski.
Recenzja filmu „Gradiva„, reż. Marine Atlan
Klasa klasyczna
autor: Maciej Satora
Nie jest piękny. Obiektywnie – po prostu nie jest. Ale jest cool – próbują scharakteryzować fenomen Neapolu Toni (Colas Quignard) i James (Mitia Capellier-Audat), szkolni przyjaciele z „Gradivy” Marine Atlan. Na zagraniczną wycieczkę kończącą etap dorastania, boleśnie złamanych serc i szeregu ekscytujących inicjacji (powszechnie znany jako „liceum”) jechali z Francji pewnie z kilkanaście godzin, najpierw pociągiem, a potem wynajętym przez szkołę autokarem. Dzieciaki w tym wieku mają wyjątkową zdolność transformowania nudy w coś innego; tak jakby w ich towarzystwie nie mogła wytrzymać w swoim podstawowym stanie skupienia. Już po chwili od startu pociągu Toni lata więc między siedzeniami z drącym się JBL-kiem w dłoni, na próby uciszenia odpowiadając: Co??? Przepraszam, nic nie słyszę! Gdy moment wcześniej szedł zajarać do rozklekotanej toalety, zauważył, że James wraz z dziewczyną z klasy szczytują właśnie w pustym przedziale. To pierwszy dzień wyjazdu, a już ma ciężar tego ostatniego, choć inaczej odczuwają go zmęczone gardła i podkrążone oczy nauczycielek, inaczej młode, rozgrzane ciała uczniaków wypierających przyszłość, która cierpliwie czeka na ich powrót do domu.
Teraz jednak wszyscy wysiadają na dworcu w poczuciu pewnego bezczasu i zawieszenia, być może najbardziej namacalnego bezczasu i zawieszenia w ich dotychczasowych życiach. Zamykająca liceum wycieczka – ich wyprawione przez szkołę pięciodniowe, zagraniczne pożegnanie – ma niespotykaną właściwość. Od pierwszej chwili ciąży nad nią pewna ostateczność, zamieniająca kolejne dni we wspomnienia odbywane w czasie rzeczywistym – zamiast czegoś realnego, przeżywanego tu i teraz. Każda rozmowa, nawet najbardziej błaha, niesie większe niż zazwyczaj pokłady znaczenia, jakby zdążyła odbyć się już wcześniej i zostać odpowiednio zapamiętana. Na poziomie atmosfery Atlan potrafi tu sprytnie przedstawić „wchodzenie w dorosłość” jako „stawanie naprzeciw swojej nachodzącej dorosłości”. W przestrzeniach upalnego Neapolu buduje wrażenie ostatniego spaceru po szkolnym korytarzu, zanim zaczną się najdłuższe wakacje życia, gdzie mijane twarze, tworzące dotychczasową codzienność, teraz widziane są po raz ostatni. Mocno zaciśnięte powieki, jak przysłona aparatu, może uwiecznią i wybawią je przed rozpłynięciem się w niebycie?
Całą recenzję filmu „Gradiva” znajdziecie POD LINKIEM TUTAJ.
Recenzja filmu „Niespodziewane„, reż. Ryûsuke Hamaguchi
Hamagunitude
autor: Łukasz Mańkowski
Niektóre rzeczy biorą cię z zaskoczenia. Bez zapowiedzi, bez przygotowania – po prostu wydarza się coś dobrego, coś tak dziwnie pięknego, że na chwilę przesuwa to rzeczywistość o kilka centymetrów. Tak właśnie dzieje się w życiu bohaterek „All of a Sudden„. I tak samo zadziałał na mnie nowy Hamaguchi. To absolutny masterclass z jego kina: tematów, emocjonalnych napięć i poetyki, które japoński reżyser rozwija od lat. Film będący nie tyle kolejnym etapem kariery, co potwierdzeniem pełnej krystalizacji stylu twórcy, który już dawno wyrósł na jednego z największych współczesnych mistrzów kina.
Bo umówmy się – takie rzeczy zazwyczaj się nie udają. Te wszystkie próby łączenia Zachodu ze Wschodem, gdy azjatyccy twórcy wchodzą na obcy grunt kulturowy – albo, co gorsza, zachodni twórcy próbują „opowiadać Azję” – kończą się najczęściej albo karkołomną próbą kulturowej translacji, albo bezpiecznym kinem środka, często podszytym orientalizującym spojrzeniem. Dzień wcześniej oglądam w Cannes nowego Farhadiego („Historie równoległe„) i jednocześnie marzę, by Hamaguchi nie poszedł tą samą drogą. Na szczęście mówimy o twórcy, który jest dziś na zupełnie innym etapie. Każdy kolejny film potwierdza jego nieustanny rozwój, a francuski kontekst okazuje się dla niego twórczą pożywką, nie pułapką. Zaprasza do jeszcze bardziej intelektualnie nasyconego dialogu – i Hamaguchi korzysta z tego zaproszenia z imponującą swobodą.
Historia „All of a Sudden” przypomina trochę finałową nowelę z „W pętli ryzyka i fantazji” – tę, w której dwie kobiety przypadkiem mijają się na ruchomych schodach i przez krótką chwilę obie są przekonane, że rozmawiają z kimś znajomym. Bardzo szybko okazuje się, że żadna nie ma racji, ale pomiędzy pomyłką a rozmową rodzi się coś znacznie ciekawszego: fascynacja drugim człowiekiem i jego życiorysem.
Całą recenzję filmu „Niespodziewane” znajdziecie POD LINKIEM TUTAJ.
