„Tony” ze znakiem jakości FILMWEB POLECA. Co nam się w nim spodobało?

Jutro (4 września) na ekrany polskich kin trafi historia Anthony’ego Bourdaina – dla wielu niedoścignionego guru ulicznego jedzenia i bezkompromisowego podejścia do życia. W filmie Matta Johnsona oglądamy młodego Tony’ego, który podczas upalnego lata 1976 roku odkrywa swoją pasję, powołanie i to, kim tak naprawdę jest. Dominicowi Sessie na ekranie towarzyszą m.in. Antonio Banderas, Leo Woodall i Dagmara Dominczyk

Piotr Czerkawski recenzujący dla nas „Tony’ego” zauważa, że film jest „jest niby prosty, ale wyrafinowany, niepozorny, a jednak wyraźnie satysfakcjonujący”. Między innymi z tego powodu postanowiliśmy w gronie redakcyjnym przyznać produkcji Johnsona znak jakości FILMWEB POLECA

Więcej o filmie dowiecie się z naszej recenzji, którą znajdziecie POD LINKIEM TUTAJ, a jej fragmenty także poniżej. 

Tony” – fabuła. O czym jest film?

W oficjalnym opisie można przeczytać: 

Anthony Bourdain – buntownik, outsider, głos pokolenia, jeden z najbardziej znanych szefów kuchni i jedna z największych, najbardziej charyzmatycznych osobowości telewizyjnych. Podróżnik, pisarz, odkrywca, którego miliony ludzi na całym świecie pokochały za bezkompromisowy styl, miłość do życia, szacunek do ludzi, odwagę, ciekawość świata i autentyczność. „Tony” to historia początków jego drogi – kim był, zanim stał się Anthonym Bourdainem.

Upalne lato 1976 roku, Provincetown – miasto pulsujące wolnością, seksem i energią. Młody, marzący o karierze pisarza, Tony (Dominic Sessa), by podreperować budżet, trafia na zmywak do restauracji serwującej owoce morza, prowadzonej przez tajemniczego szefa kuchni (Antonio Banderas). W intensywnej, chaotycznej, a jednocześnie niezwykle kreatywnej atmosferze Tony odkrywa swoją pasję, powołanie i to, kim tak naprawdę jest.

Recenzja filmu „Tony” – fragmenty

Anthony Bourdain ofiarował światu cenione programy podróżniczo-kulinarne, bestsellerową książkę „Kitchen Confidential” i kilka szelmowskich bon motów w rodzaju „Twoje ciało to nie świątynia, tylko park rozrywki”. Na moje życie i dietę wpłynął jednak przede wszystkim jako propagator pysznej kanapki ze smażoną mortadelą, która w światku kulinarnym stała się znana jako „kanapka Anthony’ego Bourdaina”. Wspominam o niej dlatego, że „TonyMatta Johnsona wydaje mi się perfekcyjnym filmowym ekwiwalentem tego dania: jest niby prosty, ale wyrafinowany, niepozorny, a jednak wyraźnie satysfakcjonujący.

Spora w tym zasługa charyzmatycznego bohatera, który zachowuje się, jakby trafił do ekranowego świata na gościnne występy z uniwersum braci Safdie. Tony – podobnie jak, dajmy na to, Marty Mauser, bywa jednocześnie uwodzicielski i irytujący, a powaga, z jaką traktuje samego siebie, jest dokładnie tak wielka jak ostentacja, z którą lekceważy całą resztę świata. Nie przez przypadek, gdy go poznajemy, młody Bourdain w swoich własnych oczach wyrasta na mistrza świata w literaturze i następcę Jacka Kerouaca. Według komisji przyznającej stypendia dla młodych pisarzy okazuje się jednak tylko jednym z wielu nieopierzonych grafomanów, jakich należy ochronić przed nimi samymi.

Jak łatwo się domyślić, odrzucony Tony z gorliwością będzie starał się udowodnić niewierzącym w jego talent sceptykom, do których oprócz anonimowych profesorów zaliczają się także jego właśni rodzice, jak bardzo się mylili. Zabierając się za sportretowanie tych karkołomnych wysiłków, reżyser bierze jednak tabletkę na uspokojenie i nie idzie w ślady rozedrganych formalnie filmów wspomnianych braci Safdie. 

Całą recenzję filmu „Tony” można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ

Tony” – zobacz zwiastun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *