
Tom McCarthy był gościem festiwalu filmowego w Nowym Jorku, gdzie zabrał głos na temat swojego filmu „Spotlight„. Jego zdaniem produkcja nie doprowadziła do wystarczających zmian w Kościele katolickim. Dramat z 2015 roku opowiadał o dziennikarzach „Boston Globe”, którzy ujawnili skalę tuszowania przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży.
McCarthy chce skłaniać widzów do refleksji
„Spotlight” zdobyło w 2016 roku Oscara za najlepszy film. W obsadzie znaleźli się m.in. Michael Keaton, Mark Ruffalo i Rachel McAdams, a produkcja spotkała się z dużym uznaniem za przedstawienie dziennikarskiego śledztwa.
Dekadę po premierze McCarthy uważa jednak, że historia pokazana w filmie nie przełożyła się na taką zmianę, na jaką liczył. Po premierze spotkałem się z wypowiedziami wielu osób, które obejrzały film i poczuły, że ktoś je zrozumiał. Czy spowodował wiele zmian w Kościele katolickim? Moim zdaniem nie. Nie wystarczająco. McCarthy podkreślił, że jego zdaniem sprawa pozostaje niedomknięta, dopóki nie zostanie zagwarantowane bezpieczeństwo wszystkim dzieciom.
Reżyser uważa przy tym, że rolą kina nie jest narzucanie widzom gotowych odpowiedzi. Jako filmowcy mamy zadanie rozpocząć rozmowę, skłonić ludzi do myślenia o danym problemie, zwrócić na niego uwagę. Jak zaznaczył, właśnie to, jego zdaniem, udało się zrobić w przypadku „Spotlight„.
McCarthy próbuje podobnego podejścia w swoim nowym filmie „A Statement” z Paulem Ruddem. Produkcja opowiada o grupie 20 ekspertów, którzy spotykają się, by wypracować wspólne stanowisko dla Kongresu dotyczące wpływu emisji dwutlenku węgla na klimat. Historia została oparta na prawdziwej konferencji, która odbyła się w 1980 roku.
McCarthy podkreśla, że podobnie jak „Spotlight„, „A Statement” nie ma być filmem, który wygłasza kazanie widzom. Chce raczej, by skłonił ich do rozmowy i wzajemnego słuchania.
