W moich czasach nie było VAR, był jedynie system komunikacji między arbitrami. Czasami prosiło się asystentów, żeby się nie odzywali, bo było za dużo szumu, inni z kolei nie daliby rady bez podpowiedzi na słuchawkach. Dzisiaj często VAR „sędziuje” za arbitra głównego, słyszy się podpowiedzi, a trzeba się skupić. Nie da się jednocześnie patrzeć, słuchać i biegać – mówi Adam Lyczmański, były sędzia Ekstraklasy, ekspert Canal+.
