WMFF 2026: Co oglądać na festiwalu? Tych filmów nie przegap

"Look Back" to ekranizacja mangi Tatsukiego Fujimoto, który stworzył m.in. popularną postać Chainsaw Mana – komiksowy pierwowzór doczekał się już zresztą filmowej wersji w postaci animowanego "Look Back" Kiyotaki Oshiyamy z 2024 roku. Hirokazu Koreeda – który ekranizował już wcześniej mangę ("Nasza młodsza siostra" oparta była na serii "Umimachi Diary") – zaprezentował aktorską wersję komiksu Fujimoto na festiwalu w Wenecji, gdzie spotkał się z ciepłym przyjęciem. "Look Back" to opowieść o dwóch zafascynowanych rysowaniem nastolatkach: Koreeda pokazuje, jak ich przyjaźń rozwija się wraz z ich talentem. To film o tym, że życie raz za razem wchodzi w drogę sztuce, a jednak to właśnie sztuka pozwala radzić sobie z życiowymi wybojami.

Ryûsuke Hamaguchi, reżyser "Drive My Car", wraca z kolejnym długim filmem o teatrze i przyjaźni odnajdywanej w nieoczekiwanych miejscach. "Niespodziewane" to opowieść o Marie-Lou (Virginie Efira), dyrektorce paryskiego domu dla seniorów, której życie zmienia się, kiedy spotyka Mari (Tao Okamoto), japońską reżyserkę teatralną. Hamaguchi nie boi się sięgania po najprostsze środki – duża część filmu rozgrywa się podczas spaceru, na którym bohaterki dyskutują o problemach kapitalizmu – ale w tej prostocie jest metoda: jeśli "Niespodziewane" to kino "pretensjonalne", to w możliwie najbardziej bezpretensjonalny sposób. Efekt? Nagroda aktorska dla duetu Efira–Okamoto na tegorocznym festiwalu w Cannes.

Jeśli chcecie obejrzeć jeden z najlepszych filmów tego roku, do tego z polskim aktorem w jednej z głównych ról, to koniecznie musicie się wybrać na WMFF na pokaz polsko-francuskiej koprodukcji "Flesh and Fuel". To wspaniała baśń osadzona w środowisku kierowców ciężarówek, opowiadająca o samotności i przypadkowym spotkaniu, które zmienia się w coś więcej. Jednak życie zawodowe oraz charakter głównego bohatera sprawiają, że uczucie, którego pragnie, może przejechać mu koło nosa. W filmie podziwiamy świetnego Juliana Świeżewskiego i równie dobrego Alexisa Manentiego.

Festiwale filmowe często wiążą się ze stresem wynikającym z konieczności przemieszczania się z jednego kina do drugiego, z obawą, czy zdąży się na seans i czy znajdzie się dobre miejsce. Na szczęście w Warszawie można rozsiąść się spokojnie w kinowym fotelu i spędzić ponad pięć godzin, oglądając imponujące francuskie widowisko historyczne "De Gaulle". Opowieść prezentowana jest w dwóch częściach: "De Gaulle: Ruch Oporu" i "De Gaulle: Droga do wolności". Jak nietrudno się domyślić, jest to nakręcona z rozmachem historia walki Charles'a de Gaulle'a z Niemcami o wolność Francji w czasie II wojny światowej.

Jeśli byliście już na "Obcym" – adaptacji słynnej powieści Alberta Camusa w reżyserii Françoisa Ozona – idźcie też na "Araba". Malek Bensmail osadza akcję w czasie tzw. czarnej dekady, czyli brutalnej wojny domowej, która toczyła się w Algierii w latach 1992-2002. Głównym bohaterem jest Kamel, dziennikarz prowadzący śledztwo w sprawie masakr i zmowy milczenia. W pewnym barze poznaje on Harouna. Mężczyzna twierdzi, że jest bratem niejakiego Moussy – bezimiennego "Araba" zabitego przez Meursaulta. Film można więc traktować jako dopełnienie historii przedstawionej w "Obcym". Twórca konfrontuje w nim tożsamość mieszkańców basenu Morza Śródziemnego z wyobrażeniami na ich temat. 

Warszawski Międzynarodowy Festiwal Filmowy to okazja, by już teraz obejrzeć filmy, które do regularnej dystrybucji wejdą dopiero za kilka miesięcy. Jednym z nich jest tegoroczny zwycięzca Cannes, czyli "Fiord" Cristiana Mungiu. W swojej recenzji Maciej Satora pisał o nim tak: Mungiu wielką wagę przykłada do tego, by jego film nie nabrał kształtu politycznego stanowiska, emocjonalnego głosu w debacie o polaryzacyjnym charakterze. Zamiast tego "Fiord" płynnie osadza się na fundamentach konfliktu wartości: choć sprawa dotyczy rzekomych aktów przemocy domowej, prędko zaczyna wchodzić na terytorium metod wychowawczych. Warto obejrzeć także dla świetnych kreacji Renate Reinsve i Sebastiana Stana.

"Witajcie w Hope" Na Hong-jina, autora mrocznego "Lamentu", zaczyna się jak zagadka, ale szybko przeradza w pełnokrwisty thriller z elementami horroru, science fiction i kina akcji. Mieszkańcy niewielkiego tytułowego Hope próbują ustalić, z czym właściwie mają do czynienia i dlaczego to właśnie ich miejscowość znalazła się na celowniku tego czegoś. W obsadzie znaleźli się m.in. Michael Fassbender i Alicia Vikander, a sam film jest jedną z najbardziej spektakularnych produkcji w historii koreańskiego kina. Na Hong-jin znów nie spieszy się z odpowiedziami, zamiast tego powoli dokręca śrubę i sprawdza, jak długo widz wytrzyma w niepewności.

Co może powiedzieć o dyktatorze człowiek, który przez lata gotował mu obiady? Całkiem sporo – przekonuje "Jak nakarmić dyktatora", dokument inspirowany reportażem Witolda Szabłowskiego, który prowadzi nas za kulisy kuchni największych tyranów. Poznajemy kucharzy Saddama Husajna, Idi Amina, Pol Pota, Augusto Pinocheta i Kim Dzong Ila, a wraz z nimi historie pełne absurdów, strachu, luksusu i zaskakująco przyziemnych szczegółów. Z tej opowieści wyłania się nie tylko portret ludzi stojących na szczycie władzy, ale też pytanie o tych, którzy znaleźli się tuż obok niej – czasem z wyboru, czasem z konieczności. Ich wspomnienia pokazują dyktatorów z zupełnie innej perspektywy – nie jako odległe figury z podręczników historii, lecz ludzi ze słabościami, czasem dziwacznymi przyzwyczajeniami i absurdalnymi kaprysami.

Amerykańscy krytycy rozpływają się nad "Debiutem". Piszą m.in. że to "pełna uroku komedia, która może przynieść Julianne Moore szóstą nominację do Oscara", a także dzieło "błyskotliwe, inteligentne i wyjątkowo zabawne", jak dotąd "najbardziej dojrzały film Jessego Eisenberga". Moore wciela się tu w przytłoczoną codziennością gospodynię domową Monę, która całe dotychczasowe życie poświęciła mężowi i dzieciom. Pewnego dnia bohaterka postanawia zawalczyć o swoje marzenia i wziąć udział w castingu do scenicznego musicalu. W ten sposób trafia w sam środek barwnego i nieco szalonego świata teatru. Praca nad rolą okazuje się dla niej jednocześnie pracą nad samą sobą.

"Przez ścianę" przybywa do Warszawy opromienione wielkim sukcesem na festiwalu w Gdyni. Nagrodzone Złotymi Lwami dzieło Macieja Sobieszczańskiego to jedyna w swoim rodzaju, oparta na faktach historia miłosna z doskonałą rolą Marii Dębskiej. Aktorka wciela się w Wiesławę Pajdak, która w 1947 roku zostaje aresztowana za działalność w podziemiu antykomunistycznym i osadzona w więzieniu na Rakowieckiej. Kilka dni później w celi obok ląduje Jerzy Śmiechowski (Jakub Gierszał). Pewnej nocy skazani rozpoczynają rozmowę przez ścianę za pomocą alfabetu Morse’a. Tak rodzi się uczucie, które już wkrótce zostanie wystawione na kolejne próby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *