WMFF 2026: W kleszczach lęku, bólu i sekty. Recenzujemy „Wyzwoloną” i „Flesh and Fuel”

Na trwającym w stolicy 42. WMFF Agnieszka Pilacińska obejrzała „na wskroś osobistą” historię Guya Nattiva, którego babcia – jako żona i matka dwóch córek – trafiła do kobiecej sekty. Recenzję „Wyzwolonej” znajdziecie już na karcie filmu, a poniżej można przeczytać jej fragmenty. W programie festiwalu znajdziecie też m.in. „Flesh and Fuel” – polsko-francuski film z Julianem Świeżewskim w jednej z głównych ról. 

Na festiwalu zostajemy do samego końca. Wycieczkujcie więc naszych kolejnych recenzji. 

Fragmenty recenzji „Wyzwolonej” i „Flesh and Fuel” znajdziecie poniżej, całe można przeczytać na kartach filmów. 

recenzja filmu „Wyzwolona„, reż. Guy Nattiv

Skaza
autor: Agnieszka Pilacińska

Najnowszy film Guya Nattiva opowiada historię na wskroś osobistą, o jego własnej babci, która na początku lat 80. porzuciła rodzinę i dołączyła do hermetycznej komuny składającej się z samych z kobiet. Wspólnota ta opierała się na czerpaniu energii z natury, odrzuceniu konwencjonalnej medycyny, wierze w samoregeneracyjne siły organizmu oraz – oczywiście – na kontroli członkiń i ich izolacji od reszty świata. Narrację reżyser ubiera w szaty thrillera trzymającego momentami na krawędzi fotela, pod powierzchnią gatunkowego napięcia buzuje tu natomiast pełnokrwisty dramat. 

Rita (Carrie Coon) z pozoru ma wszystko – stabilną pracę zastępczyni kierowniczki banku oraz zdrową, kochającą rodzinę: męża Reubena (Tracy Letts) oraz dwie córki, Ellę (Bella Ramsey) i Jo (Odessa Young). Mimo tego do zaczerpnięcia głębokiego, relaksującego oddechu potrzebuje papierosa, a stałym punktem jej codzienności jest tabletka antydepresantu o poranku (i nie tylko). Kobieta dźwiga ciężar traumy obozowej: jako mała dziewczynka straciła w Holokauście matkę i trzy siostry. Ojciec, który również ocalał, a dziś cierpi na demencję i mieszka z córką, nigdy nie był w stanie rozmawiać z nią o przeżytej tragedii. Jakikolwiek powrót tematu kończy się zatem u naszej bohaterki atakiem paniki i kolejnym zblokowaniem utrudniającym codzienne funkcjonowanie.  

Pewnego dnia w banku, w którym pracuje Rita, pojawia się Ricki (Lily James) – młoda dziewczyna z długimi rozwianymi włosami, w sukience w stylu boho kontrastującej ze sztywnym, formalnym uniformem finansistki. Bardziej niż pożyczką wydaje się zainteresowana siedzącą za biurkiem zestresowaną kobietą. Upatrując w jej rozedrganiu potencjału do manipulacji, zaprasza ją na spotkanie w żeńskim kręgu – taneczną imprezę na plaży mającą pomóc w zrelaksowaniu się i nabraniu nowych perspektyw. Absurdalny pomysł klientki nabiera racjonalnych kształtów po zmęczeniu kolejnym atakiem paniki. Niewinne pląsy nad wodą i opowieści o wolności od systemu szybko przeradzają się w regularne spotkania. Ricki konsekwentnie wykorzystuje emocjonalny głód swojej nowej ofiary, oplata ją mackami obietnic, neguje dotychczasowe wartości, kawałek po kawałku zawłaszcza kolejne obszary jej życia, doprowadzając finalnie do odseparowania od bliskich. 

Cała recenzja filmu „Wyzwolona” dostępna jest POD LINKIEM TUTAJ. 

***

recenzja filmu „Flesh and Fuel„, reż. Pierre Le Gall

Tirowcy (Grupa zamknięta)
autor: Jan Tracz

Pewnego dnia facebookowy algorytm oszalał i z dnia na dzień na moim feedzie zaczęły pojawiać się posty z otwartej grupy „Busiarze”. Mirek pytał o porady w kontekście holenderskiej trasy, Janusz szukał przyjaciół, Bartek organizował spotkanie członkowskie gdzieś pod Frankfurtem. Posty i przytaczane anegdoty przypominały historie opisywane w „Ekspedycji” Malcolma XD. Okazało się jednak, że życie kierowców nie jest i nigdy nie było usłane różami. Z grupki typu „Busiarze” można było się pośmiać, ale im bardziej zagłębiałeś się w to uniwersum, tym bardziej zaczynałeś rozumieć, że motyw przewodni tej grupy jest jeden – mówią na niego „samotność”. 

W trakcie seansu „Flesh and Fuel” Pierre’a Le Galla, opowiadającego historię uczucia, które połączyło dwóch kierowców tirów, zastanawiałem się, czy istnieje queerowa grupa „Tirowcy”. A jeśli tak: to czy jest otwarta, czy może właśnie zamknięta, niedostępna dla zwykłych śmiertelników. Jeżdżenie tirem jest gruncie rzeczy zajęciem dla tak zwanych „prawdziwych mężczyzn”; fachem mającym wiele męskich przywar, przynajmniej w polskiej kulturze. Czy w tym brudnym i nieraz niewdzięcznym zawodzie jest miejsce dla kierowcy geja

W filmie Le Galla rozumie się to samo przez się – małomówny i wiecznie czujny Étienne (znany z „Nędzników” Alexis Manenti) od czasu spotkania z Bartkiem (Julian Świeżewski) promienieje i wreszcie czuje, że zaczyna żyć. Wspierają go kumple, kibicują mu najbliżsi – to dobry świat; taki, w którym animozje zostają zastąpione wsparciem oraz empatią. Samotność w podróży dalej mu doskwiera, ale przynajmniej pojawia się poczucie dążenia do „celu”, nawet jeśli owym celem będzie po prostu spotkanie z nowym partnerem/kochankiem. 

Cała recenzja filmu „Flesh and Fuel” dostępna jest POD LINKIEM TUTAJ. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *