
– Cała ta okolica od lat jest terroryzowana przez drogowych bandytów, a oni po prostu śmiali mi się w twarz, że policja nic im nie zrobi – mówi w rozmowie z Interią Konrad Kordas, który od pięciu lat walczy o uspokojenie ruchu, w miejscu, gdzie 26-letni Hubert B. śmiertelnie potrącił dwójkę ludzi. Urzędnicy od lat bagatelizowali problem, uznając, że większość kierowców jeździ tam przepisowo.
