W sprawie obecności w Sejmie patostreamera Daniela „Magicala” i jego politycznego „patrona” Łukasza Mejzy łatwo załamać ręce i westchnąć: o tempora, o mores. A może, paradoksalnie, powinniśmy się cieszyć, bo obecność ich obu jest efektem ubocznym rewolucji, która sama w sobie powinna być dla nas powodem do satysfakcji.
