
Gdy leci się na wielki turniej dzień przed jego rozpoczęciem, zazwyczaj samolot jest pełen narodowych barw, a o ciszy na pokładzie można zapomnieć. Ale nie tym razem. Miałem wręcz wrażenie, że jestem jedynym pasażerem, którego destynacją jest mundial. Na pytanie, czy Nowy Jork żyje mistrzostwami świata, odpowiedź póki co brzmi: jakimi mistrzostwami? Albo inaczej: po co one komu, gdy jest koszykówka Nawet, jeśli trzeba za nią zapłacić 10 tys. dolarów.
