
Gdybym podczas tych mistrzostw codziennie chodził na mecze, prawdopodobnie… nie byłbym w stanie opowiedzieć, jaki naprawdę jest ten mundial. Paradoksalnie najwięcej dowiaduję się o nim w dniach, w których nie przekraczam bram stadionu. Tym razem poznałem ludzi, którzy przelecieli pół świata, choć nie mają biletu na żadne spotkanie. Ja natomiast nie planowałem oglądać meczu, a i tak dostałem się do szatni, tunelu i loży VIP stadionu New York Red Bulls (nie organizuje mistrzostw). Wystarczyła akredytacja zawieszona na szyi oraz szczypta pewności siebie. Kiedyś to się nie skończy dobrze.
