
Na stadionie było słychać potworny trzask. Chwilę później Michał Gawenda, który wykonał w powietrzu salto w tył, siedział na materacu i mocno uciskał dłoń. Spiker prosił o szybką pomoc medyczną dla lekkoatlety. 21-latek choć miał dłoń tak rozwaloną, jakby granat wybuchł mu w ręce, nie wył z bólu. Zachowywał spokój, choć wiedział, że koszmar, który trwa już trzy lata, będzie trwał nadal.
